Temat filmowo-serialowy

Hyde Park to forum, na którym możecie poruszać każdy temat, nawet ten niezwiązany z F1 ;-)

Moderator: Moderatorzy

Ktora piosenka z filmu jest najlepsza(ZESPOL - TYTUL UTWORU, TYTUL FILMU)? [III etap]

Czas głosowania minął sob 23 kwie, 2011 10:58

Aerosmith - I Don't Wanna Miss A Thing, Armageddon
3
27%
Sting - Shape Of My Heart, Leon Zawodowiec
7
64%
Bryan Adams - (Everything I Do) I Do It For You, Robin Hood: Prince of Thieves
1
9%
 
Liczba głosów: 11

Awatar użytkownika
doriano
Posty: 3197
Rejestracja: czw 15 maja, 2008 23:03
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Post autor: doriano » wt 17 kwie, 2012 07:53

Konrad pisze:"The Prestige"
Rewelacja - jak ktoś nie widział, to gorąco polecam. ;)

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » śr 18 kwie, 2012 08:52

doriano pisze:
Konrad pisze:"The Prestige"
Rewelacja - jak ktoś nie widział, to gorąco polecam. ;)
Moim zdaniem "Prestiż" ma najlepsza scene otwarcia ze wszystkich filmow fabularnych, ktore dotychczas ogladalem. W zwiastunie( http://www.youtube.com/watch?v=sVPmj-FCwac ) Cutter wspomina o trzech etapach magicznej sztuczki. W pierwszych minutach filmu jest to rozwiniete.

"Prestiż" wyemitowal TVN juz ponad dwa lata temu. W biezacym roku film mial byc pokazany w lutym. Jednak po smierci Whitney Houston zmieniono program i na antenie nadano "Bodyguarda".

"The Prestige" - Dzisiaj, 20:00, TVN 7.

PS Nowa wiadomosc zwiazana z ewentualna kontynuacja "Terminatora" - http://www.filmweb.pl/news/T-800+powini ... a%22-84381 .

Awatar użytkownika
Angulo
Posty: 173
Rejestracja: pt 29 sie, 2008 17:32
Lokalizacja: Gołkowice (Śląskie)

Post autor: Angulo » czw 19 kwie, 2012 07:31

Rzeczywiście Prestiż okazał sie być dobrą alternatywą dla Chelsea - Barcelona i obejrzałem sobie go wczoraj.
Dla mnie był tym bardziej świetny, że nawiązywał do sztuki iluzji, która sie interesuje i co nieco praktykuję.

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » czw 17 maja, 2012 17:33

Wczoraj obejrzalem ponownie "Aliens"(tym razem film lecial na antenie TV4).

Pare miesiecy temu napisalem w ShoutBoxie, ze rezyser moze zaszczepic podobne pomysly w dwoch lub wiecej swoich filmach:

"The Terminator"(1984)
i

"Aliens"(1986)
Nadal nie wierze w przypadkowosc niektorych elementow jezeli filmy fabularne zostaly wyrezyserowane przez ta sama osobe.

Film "Alien"(1979) ocenilem na 7/10. Jednak "Aliens" na 8/10. W tym przypadku uwazam, ze sequel jest lepszy od pierwszego filmu.
Ostatnio zmieniony pt 25 maja, 2012 11:22 przez Konrad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
zu7
Posty: 1887
Rejestracja: wt 25 mar, 2008 21:21

Post autor: zu7 » czw 17 maja, 2012 21:54

Jest trochę ludzi, którzy oceniają 2 wyżej tak jak ty Konrad. Ale według mnie tylko dlatego że się w jakiś sposób oswoili z serią i obcy nie robi na nich wrażenia. Jeśli jednak ogląda się Obcego 1 pierwszy raz, nie znając serii to robi on ogromne wrażenie. A to dlatego że jest utrzymany bardziej w konwencji horroru niż sci-fi. Nie wiesz kiedy do cholery ten Obcy wyskoczy i zacznie zżerać kolejnego załoganta. Dla mnie „Obcy 8 pasażer Nostromo” to niesamowity film. Tak się składa że kiedy byłem w miarę mały to mieszkałem parę metrów od kina. I chodziłem na wszelakie filmy. I ten cały Obcy 1 to był jedyny film kiedy patrzyłem przez palce, a poszedłem na niego kilka razy. I nawet teraz po tych wszystkich latach jakoś mi to zostało. Ta cała atmosfera, tak że wciąż się boję, bo nie wiadomo kiedy ten Obcy wyskoczy.
W pewien sposób Dwójka zepsuła to. Obcy spowszednieli. Przestali być tacy groźni. Byli masakrowani itd. Pojawili się w całej okazałości, bez tego całego elementu zaskoczenia. Dlatego też dość podoba mi się także Obcy 3. Raczej niskobudżetowy ale z tym jednym wyskakującym nie wiadomo skąd Obcym. I ta najlepsza scena z Obcego 3 kiedy tych dwóch gości żartuje sobie z bania się obcego i wtedy właśnie ten Obcy wyskakuje...
Dlatego Obcy 1 jest dla mnie super, zwłaszcza jeśli pomyśli się kiedy ten film był zrobiony: 1979! Inna epoka a wciąż niesamowity. Ciężko mi tu dać jakieś punkty ale wydaje mi się że powinien mieć 10/10 za wszystko co wprowadził do Kina.
To dobrze że ludzie nie rozumieją naszego systemu monetarno bankowego. Bo jeśliby zrozumieli to mielibyśmy rewolucję jeszcze tej nocy - H. Ford

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » pt 18 maja, 2012 09:33

zu7 pisze:A to dlatego że jest utrzymany bardziej w konwencji horroru niż sci-fi.
Ciekawe spostrzezenie nad ktorym sie nie zastanawialem. Dane z www.imdb.com :

1. "Obcy - 8. pasazer Nostromo" - Horror, Sci-Fi.
2. "Obcy - decydujace starcie" - Action, Adventure, Sci-Fi.
3. "Obcy 3" - Action, Sci-Fi, Thriller.
4. "Obcy: Przebudzenie" - Action, Sci-Fi, Thriller.
zu7 pisze:Ciężko mi tu dać jakieś punkty ale wydaje mi się że powinien mieć 10/10 za wszystko co wprowadził do Kina.
Moze moja ocena filmu byla spowodowana pora wyemitowania "Obcego - 8. pasazera Nostromo". Seans na Polsacie zaczal sie przed godzina 22:00. Dla porownania druga czesc zaczela sie o godzinie 20:00(na TV4). W przyszlosci zapewne jeszcze pare razy obejrze "Obcego - 8. pasazera Nostromo".

Na "dziesiatke" ocenilbym miedzy innymi film "Terminator 2: Dzien sadu".

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » czw 23 sie, 2012 09:53


jans21
Posty: 141
Rejestracja: śr 06 paź, 2010 01:50

Post autor: jans21 » czw 23 sie, 2012 11:54

Konrad pisze:24 sierpnia, 20:00, TVN - http://www.youtube.com/watch?v=5WGbUCA1K9A
14 wrzesnia, 20:00, TVN - http://www.youtube.com/watch?v=jap5n9GCd7k
Wszystko fajnie, tylko oglądanie masakrycznie przydługich bloków reklamowych co kilkanaście minut psuje wielu ludziom przyjemność oglądania, zwłaszcza w tej wazeliniarskiej prorządowej stacji.

Awatar użytkownika
kamilo
Posty: 1429
Rejestracja: pn 12 lut, 2007 10:46
Lokalizacja: DG

Post autor: kamilo » czw 23 sie, 2012 14:17

Oooo..wielkie dzięki Konrad za info, z przyjemnością jeszcze raz obejrze ;), ale fakt te reklamy są strasznie wkurzające.
Idź do Biedronki, połóż głowę na wadze i naciśnij "burak"...

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » czw 23 sie, 2012 14:42

jans21 pisze:Wszystko fajnie, tylko oglądanie masakrycznie przydługich bloków reklamowych co kilkanaście minut psuje wielu ludziom przyjemność oglądania
kamilo pisze:ale fakt te reklamy są strasznie wkurzające
http://telewizja.tvn.pl/grupatvn/advert ... /2012/8/24
http://telewizja.tvn.pl/grupatvn/advert ... /2012/9/14

Ciekawe czy jutro nie bedzie zadnych reklam telewizyjnych po czwartym pasmie(od ok. 21:26 do 22:41. Moze ok. 22:00 stacja wyemituje tylko reklamowki jesiennych programow/seriali?).

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » sob 25 sie, 2012 09:59

Konrad pisze:Ciekawe czy jutro nie bedzie zadnych reklam telewizyjnych po czwartym pasmie(od ok. 21:26 do 22:41. Moze ok. 22:00 stacja wyemituje tylko reklamowki jesiennych programow/seriali?).
http://telewizja.tvn.pl/grupatvn/advert ... /2012/8/24

Wczoraj stacja telewizyjna nie polaczyla trzeciego(ok. 21:14) i czwartego(ok. 22:00) bloku reklamowego.

Polsat:
http://www.polsat.pl/O_Nas,2860/Aktualn ... index.html (siodmy akapit od dolu)

TVN:
http://telewizja.tvn.pl/grupatvn/advertising/887/news
+ "Shutter Island" / "Wyspa tajemnic" (2010)

TVP1:
http://www.kultura.senior.pl/121,0,Jesi ... 15078.html - 5 akapit.

TVP2:
http://www.kultura.senior.pl/121,0,Jesi ... 15078.html - Akapity: 5, 4 i 3 od dolu.

Awatar użytkownika
mafico
Posty: 708
Rejestracja: ndz 20 lip, 2008 08:27
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: mafico » czw 30 sie, 2012 08:03

Wydaje mi się, że nie oglądałem tego filmu wcześniej co mnie zdziwiło. Wczoraj na TVN7 leciał film C. Nolana "Prestiż"/The Prestige z 2006 roku.
Tajemnicza opowieść o dwóch magikach i ich intensywnej, prowadzącej do nieustannej bitwy o przewagę rywalizacji pełnej obsesji, oszustw i zazdrości wraz z jej niebezpiecznymi oraz śmiertelnymi konsekwencjami. Robert Angier (Hugh Jackman) i Alfred Borden (Christian Bale) współzawodniczyli ze sobą od czasu, kiedy się po raz pierwszy spotkali jako młodzi, wschodzący magicy. Jednak ich przyjazna rywalizacja przeistacza się z czasem w zaciętą, gorzką walkę, czyniąc z nich zajadłych i dożywotnich wrogów. W rezultacie czego narażają życie nie tylko swoje, ale również wszystkich wokół siebie.
Bardzo intrygujący film o obsesyjnej rywalizacji dwóch magików/iluzjonistów. Fajne zwroty akcji i muszę się przyznać, że przed zakończeniem nie domyśliłem się jak to się skończy - więc albo plus dla Nolana, albo minus dla mnie :)
.

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » wt 04 wrz, 2012 09:14

Seria "How It Should Have Ended" dla osob, ktore juz widzialy poszczegolne filmy fabularne:

http://www.youtube.com/watch?v=fLyoog562x4 - "How The Dark Knight Rises Should Have Ended"
http://www.youtube.com/watch?v=AXpcYvnV6GY - "How The Dark Knight Rises Should Have Ended - Bonus Scene"

http://www.youtube.com/watch?v=seBpXt8_6xs - "How It Should Have Ended : How The Dark Knight Should Have Ended"

http://www.youtube.com/user/HISHEdotcom/videos - Wiele filmikow z serii "How It Should Have Ended" ma dodatkowe sceny po napisach koncowych.
mafico pisze:Wydaje mi się, że nie oglądałem tego filmu wcześniej co mnie zdziwiło. Wczoraj na TVN7 leciał film C. Nolana "Prestiż"/The Prestige z 2006 roku.
Tajemnicza opowieść o dwóch magikach i ich intensywnej, prowadzącej do nieustannej bitwy o przewagę rywalizacji pełnej obsesji, oszustw i zazdrości wraz z jej niebezpiecznymi oraz śmiertelnymi konsekwencjami. Robert Angier (Hugh Jackman) i Alfred Borden (Christian Bale) współzawodniczyli ze sobą od czasu, kiedy się po raz pierwszy spotkali jako młodzi, wschodzący magicy. Jednak ich przyjazna rywalizacja przeistacza się z czasem w zaciętą, gorzką walkę, czyniąc z nich zajadłych i dożywotnich wrogów. W rezultacie czego narażają życie nie tylko swoje, ale również wszystkich wokół siebie.
Bardzo intrygujący film o obsesyjnej rywalizacji dwóch magików/iluzjonistów. Fajne zwroty akcji i muszę się przyznać, że przed zakończeniem nie domyśliłem się jak to się skończy - więc albo plus dla Nolana, albo minus dla mnie :)
Jezeli wczesniej nie zauwazyles dyskusji o "Prestizu" - http://f1forum.formula1.pl/viewtopic.ph ... &start=120 (ostatni post) i http://f1forum.formula1.pl/viewtopic.ph ... &start=150 (trzy pierwsze wiadomosci).

Edytka20

Post autor: Edytka20 » sob 13 paź, 2012 22:12

Zgadzam sie co do Obcego cz.1 - wielu ludziom o wiele bardziej podoba sie dwójka (zresztą ja też bardzo lubię dwójkę),ale to jedynka jest matką całej trylogii:) mówię trylogii bo Obcy Przebudzenie jak dla mnie jest tylko dodatkiem do Alien,Aliens i Alien 3 (który choć nie jest doceniany to dla mnie jest świetnym dopełnieniem trylogii z mrocznym klimatem i smutnym zakończeniem. Zresztą niedawno nakręcony Prometeusz - ponownie krytyukowany przez tzw. "znawców" i "fanów" Obcego - jest mimo pewnych niedociągnięć dobrym i ciekawym prequelem:)

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » pt 19 paź, 2012 19:42

Filmy, które widziałem w telewizji po raz drugi:

"The Queen" / "Królowa" (2006)
Konrad pisze:Subiektywnie - "Krolowa" i "Jak zostac krolem" sa filmami co najmniej dobrymi. Jednak "Krolowa" wedlug mnie jest lepszym filmem.
Nie zgadzam się ze swoim podkreślonym cytatem - Obecnie myślę, iż jest odwrotnie.

8/10 -> 7/10

"The Illusionist" / "Iluzjonista" (2006)

Nadal uważam ten film za bardzo dobry, także ocenę pozostawiam bez zmian.

8/10

"The Prestige" / "Prestiż" (2006)
Konrad pisze:"Iluzjonista" ma jedna przewage nad "Prestizem", mam na mysli czas trwania seansu
Również nie zgadzam się z tym co napisałem powyżej - Nie tyczy się to wyłącznie "Prestiżu".

8/10 -> 9/10

Live Free or Die Hard" / "Szklana pułapka 4.0" (2007)

Z szóstki na piątkę w dziesięciostopniowej skali.

"Zodiak" / "Zodiac" (2007)

Nie będę koncentrował się na wstrząsającej historii, która wydarzyła się naprawdę w USA w II polowie XX wieku.

Po pierwszym seansie wydawało mi się, że film jest trochę pogmatwany i jego druga połowa przypomina schemat sprawy, która ma się już rozwiązać, następnie nic się nie wyjaśnia i sytuacja powtarza się.

Po drugim obejrzeniu muszę zmienić swoje zdanie, bo okazało się iż film jest bardziej przejrzysty i bardziej poukładany niż wcześniej sądziłem.

Zauważyłem jeszcze jeden element, na który nie zwróciłem uwagi podczas pierwszego seansu - Reżyser odwrócił pojawienie się deszczu i słońca w porównaniu do filmu "Siedem" z 1995 roku.

7/10 -> 8/10

"Casino Royale" (2006)

Po komentarzach na filmwebie można wywnioskować, iż "Casino Royale" podzieliło fanów serii - Jedni są zachwyceni, drudzy nie chcą uznać tej części jako film o Jamesie Bondzie.

Według mnie "Casino Royale" jest najlepszym epizodem o agencie 007.

Przedostatni raz film z 2006 roku widziałem dwa lub trzy lata temu i częściowo zatarły mi się wydarzenia z "Casino Royale" - Ubzdurałem sobie, że Vesper straciła życie, aby Bond nie utonął. Tymczasem bohaterka była uwiedziona, szantażowana i wykiwała agenta 007. W końcówce "Quantum of Solace" Bond rozmawiał z Yusefem, który (zapewne) niejednej kobiecie(w tym Vesper) podarował naszyjnik o nazwie algierski węzeł miłości.

Ciekawe co się wydarzy po "Casino Royale" i "Quantum of Solace" w kolejnym filmie pt. "Skyfall". Takiej promocji już dawno nie widziałem i nie pamiętam - Spoty filmu "Skyfall", reklama Coca-coli, reklama Heinekena, reklama perfum, reklama Orange, reklama Sony Xperia T.

http://www.youtube.com/watch?v=LGRnzg3mDSg - Pierwszy trailer "Skyfall" z polskimi napisami.
http://www.youtube.com/watch?v=93LMRz5wTC8 - Drugi zwiastun "Skyfall" z polskimi napisami.

"No Country for Old Men" / "To nie jest kraj dla starych ludzi" (2007)

Moim zdaniem jest to nieszablonowy i refleksyjny tytuł.

Na początku filmu Ed(Tommy Lee Jones) opowiada o swojej pracy, którą również wykonywali jego ojciec i dziadek - Wszyscy byli stróżami prawa. Bohater mówi o tym, że starzy szeryfowie chodzili bez broni co w przeszłości mogło symbolizować m. in. większy szacunek obywateli dla zawodu wykonywanego przez Eda.

Bohater i m. in. szeryf z El Paso reprezentują starsze pokolenie, które posiada inne wartości i ideały niż młodsze osoby.

W końcówce monologu Eda pada ciekawe zdanie - Bohater oznajmia, iż zgadza się być częścią tego świata. Świata, w którym żyje na wolności "dżuma" i "anioł zagłady" w jednej osobie - Anton.

Rozwala mnie scena, w której Ed rozmawia z żoną Llewelyna i mówi jej o obecnym sposobie uśmiercania bydła. Zastanawiam się czy wtedy bohater podejrzewa/jest pewny/nie chce pogodzic sie z tym, że Anton traktuje ludzi jak zwierzęta.

Kolejnym aspektem w filmie jest przypadek:
- Llewelyn wraca na miejsce strzelaniny z galonem wody. Wcześniej padł cytat, w którym bohater oznajmił, że idzie zrobić coś głupiego. Gdyby Llewelyn nie wróciłby na teren jatki to Anton nie zabrałby plakietki z jego wozu.
- Gdyby moneta spadłaby inaczej to Anton zabiłby ekspedienta sklepu.
- Anton ulega wypadkowi na skrzyżowaniu przy zielonym świetle.

Moim zdaniem zakończenie "To nie jest kraj dla starych ludzi" jest nietypowe i zarazem ciekawe - Ed myśli o/idzie na emeryturę i opowiada swojej żonie o snach, które mogą symbolizować m. in. tęsknotę bohatera za starymi czasami i rodziną.

9/10

Wybrane filmy, które widziałem premierowo w telewizji:

"Sherlock Holmes" (2009)
"How to Train Your Dragon" / "Jak wytresować smoka (2010)
"TRON: Legacy" / "Tron: Dziedzictwo" (2010)
"2012" (2009)
"The Expendables" / "Niezniszczalni" (2010)
"Angels & Demons" / "Anioły i Demony" (2009)
"Alice in Wonderland" / "Alicja w Krainie Czarów" (2010)
"The Curious Case of Benjamin Button" / "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" (2008)
"Vicky Cristina Barcelona" (2008)
"Dom zły" (2009)
"The Hangover" / "Kac Vegas" (2009)

spiggy
Posty: 363
Rejestracja: pt 08 maja, 2009 17:59
Lokalizacja: kraina dziurawych serow

Post autor: spiggy » ndz 21 paź, 2012 23:21


Awatar użytkownika
Angulo
Posty: 173
Rejestracja: pt 29 sie, 2008 17:32
Lokalizacja: Gołkowice (Śląskie)

Post autor: Angulo » pt 26 paź, 2012 19:01

Skyfall (2012) - 8,5/10
Skusiłem się i poszedłem na premierę nowego Bonda. Spodziewałem się tego co zwykle, czyli strzelanin, walk i gdzieśtam ukrytej fabuły. Jednak od samego początku Skyfall po prostu mnie zaskakiwał, nie będe pisał konkretów, żeby nie spojlerować, ale niektórzy moga być zszokowani zakończeniem.
Jak dla mnie to najlepszy epizod o Agencie 007, który widziałem.

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » pn 29 paź, 2012 11:06

"Shutter Island" / "Wyspa tajemnic" (2010)

http://f1forum.formula1.pl/viewtopic.ph ... &start=180 i http://f1forum.formula1.pl/viewtopic.php?t=4961 - Będę cytował Wasze wypowiedzi z tych dwóch tematów.

http://www.filmweb.pl/film/Wyspa+tajemn ... 64256/cast - Będę posługiwał się imionami bohaterów z "Wyspy tajemnic".
zu7 pisze:
yarpen.zirgin pisze: Mnie bardzo zastanawia ostatnie zdanie wypowiedziane przez de Karpia, nie bardzo wiem jak je rozumieć. Powiedział coś w rodzaju "Będąc tutaj zastanawiam się, czy lepiej umrzeć będąc uczciwym, czy żyć jako złoczyńca". Niechciałbym tutaj o tym dyskutować ..
Od tego jest chyba Hyde Park? Jak dla mnie to zdanie po prostu jasno podsumowuje że to wersja z chorym psychicznie Karpiem ( :smile: ) jest prawdziwa. Zdał sobie sprawę ze swojej choroby ale postanowił dalej w niej tkwić by grać uczciwego gliniarza tropiącego zło.
yarpen.zirgin pisze:No może i racja, hyde jest lepszy. A tłumaczyć... nieee... tylko zastanawiałem się, czy tak samo to odbieracie a nie chciałem dawać spojlerów w temacie o filmach.
Zgadzam się z Wami - Teddy Daniels jest osobą chorą psychicznie. Świadczy o tym choćby scena z końcówki filmu, podczas której Chuck kiwa przecząco w stronę doktorów i naczelnika więzienia po rozmowie z Teddym.
yarpen.zirgin pisze:jest za to takie dziwne uczucie zaniepokojenia i niepewności.
W czasie seansu podobnie odbierałem ten film.
del pisze:po obejrzeniu filmu i poznaniu jego zakończenia można spokojnie spędzić drugie dwie godziny myśląc o początkowych i środkowych wydarzeniach, które nasuwają ich trochę inny odbiór.
Po obejrzeniu filmu, po poznaniu zakończenia "Wyspy tajemnic", po zauważeniu jednego lub dwóch detali i po przeczytaniu pewnej dyskusji na filmwebie mogę bić brawo i śmiać się z samego siebie :grin: .

"Shutter Island" (oglądając po raz pierwszy) podzieliłbym na 4 etapy:
1. Początek filmu, podczas którego widz myśli iż jest prowadzone śledztwo.
2. Pierwsza migrena Teddy'ego, która wprowadza znak zapytania odnośnie stanu zdrowia głównego bohatera(po obejrzeniu "Shutter Island" zastanawiam się czy migrena informuje Danielsa o tym, że jest on chory psychicznie).
3. Wizyta Teddy'ego w jaskini i rozmowa z Rachel Solando - Odwrócenie sytuacji. Widz może pomyśleć o spisku.
4. Końcówka filmu, w której okazuje się że główny bohater jest chory psychicznie.

A. Po wizycie w jaskini i rozmowie z Rachel, Teddy wsiada do samochodu naczelnika więzienia. Czy ktoś z Was zauważył jaki tik podczas tej sceny miał główny bohater? Daniels w charakterystyczny sposób dwa, trzy lub cztery razy poruszał brwią i mrugał powieką. W czasie oglądania "Wyspy tajemnic" pomyślałem, iż Teddy tym sposobem udaje i wysyła sygnał naczelnikowi "jestem chory psychicznie jak chciałeś", aby kontynuować swoje śledztwo i zdemaskować spisek. Pudło.

B. Pamiętacie kobietę, która napisała Danielsowi "Run" w notesie? W czasie rozmowy Teddy nazwał ją bardziej normalną od pozostałych. Później Chuck przyniósł Bridget Kearns szklankę wody - kobieta przystawiła do ust PUSTĄ PRAWĄ DŁOŃ BEZ SZKLANKI(!), PO ODSTAWIENIU KRYSZTAŁU, SZKLANKA BYŁA OPRÓŻNIONA(!)[ujęcie jakby z perspektywy chorej osoby], ale jak Bridget odeszła od stołu to można było zauważyć NACZYNIE Z WODĄ W ŚRODKU(!).

C. Teddy poprawia personel szpitala nazywając "więźniami" ludzi, którzy są tam osadzeni. Dla doktorów byli to "pacjenci", dla Danielsa byli to "więźniowie".

itd.

Mam trzy pytania odnośnie "Wyspy tajemnic" bo już nie pamiętam niektórych dialogów:
1. Czy podczas rozmowy Danielsa z Rachel w jaskini, kobieta używa słowa "lobotomia" lub opisuję Teddy'emu ten zabieg?
2. W latarni dr John Cawley mówi Teddy'emu, aby główny bohater uznał swoją chorobę za prawdziwą. Następnie doktor wspomina, że jeżeli Danielsowi się nie polepszy to coś się stanie. Co się stanie?
3.
Konrad pisze:Teddy Daniels jest osobą chorą psychicznie. Świadczy o tym choćby scena z końcówki filmu, podczas której Chuck kiwa przecząco w stronę doktorów i naczelnika więzienia po rozmowie z Teddym.
Następnie bohater schodzi ze schodów i idzie w kierunku doktorów, naczelnika i sanitariuszy. Oznacza to, że Teddy będzie miał przeprowadzoną lobotomię?

Moja ocena filmu - 9/10

Konrad
Posty: 267
Rejestracja: wt 26 paź, 2010 18:13

Post autor: Konrad » pn 05 lis, 2012 08:59

Jutro o godzinie 20:05 Polsat wyemituje "Man on Fire" / "Człowieka w ogniu" z 2004 roku.

Zwiastuny filmu(*na trzy lub pięć sekund przed końcem każdego trailera zamknijcie okno lub włączcie pauzę, inaczej będziecie mogli zobaczyć odnośniki, które bedą sugerowały zakończenie filmu):
- http://www.youtube.com/watch_popup?v=g4 ... 0&vq=large
- http://www.youtube.com/watch_popup?v=pw ... &vq=medium

* - Jeżeli będziecie chcieli obejrzeć film(np. w telewizji).

Będę kontynuował wątek o "Shutter Island" / "Wyspie tajemnic" z http://f1forum.formula1.pl/viewtopic.ph ... &start=180 .
zu7 pisze:
del pisze:...można spokojnie spędzić drugie dwie godziny myśląc o początkowych i środkowych wydarzeniach, które nasuwają ich trochę inny odbiór.
No niby tak ale...
del pisze:... bo nie jest to kolejny, typowy amerykański "movie" nastawiony na łatwy odbiór i zawierający 1000 super wypas 5D efektów specjalnych. :)
Mimo to nastąpiło w końcówce typowo Hollywoodzkie rozmiękczenie przekazu. Już dawno doszedłem do wniosku że filmy stamtąd należy kończyć oglądać po 2/3. Byłem w sumie przekonany że na koniec coś się stanie, zostanie pokazane coś sugerującego autentyczność pierwszej części zdarzeń. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Polityczna poprawność. Jak zawsze.
Nie zgadzam się z tym co napisałeś Zu7. Od początku "Wyspa tajemnic" była podana widzom na tacy tzn. wersja z chorym psychicznie głównym bohaterem - Czy ktoś z Was zastanawiał się nad tym, dlaczego Teddy poznał Chucka dopiero na statku, który był już bardzo blisko wyspy? Nie ma choćby sceny z wsiadaniem pasażerów na prom. Ciekawe :grin: . Tylko nieliczni dostrzegali (w czasie oglądania filmu) pewne detale, które z czasem mnożyły się i przesądzały chorobę głównego bohatera - Nie należę do tej grupy, mimo że miałem wątpliwości.
Konrad pisze: "The Terminator"(1984)
i

"Aliens"(1986)
+
Avatar (2009)

Awatar użytkownika
mafico
Posty: 708
Rejestracja: ndz 20 lip, 2008 08:27
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: mafico » pn 05 lis, 2012 19:01

Oglądalem całkiem fajny film ostatnio, o ile pamietam na HBO.

Droga życia (The way) 2010
Tom (Martin Sheen) to amerykański lekarz, który nie może się pogodzić z tragiczną śmiercią syna. Daniel (Emilio Estevez) zginął w Pirenejach, pokonując Camino de Santiago, zwaną też Szlakiem Świętego Jakuba. Tom jedzie do Europy po szczątki syna. Na miejscu postanawia jednak przejść cały szlak, od początku do końca, aby uczcić pamięć Daniela. To spore wyzwanie, droga jest bardzo długa, a Tom nie ma żadnego doświadczenia trekkingowego. Okazuje się jednak, że nie będzie mierzył się z tym wyzwaniem sam. Dołącza do niego Holender Joost, później Kandyjka Sarah i irlandzki pisarz Jack. Każde z tej pozornie niedopasowanej, przypadkowej gromadki jest na życiowym zakręcie, każde poszukuje motywacji do mierzenia się z niespodziankami, jakie niesie przewrotny los.
Film wg. mnie bardzo ciekawy. Skłania do refleksji ale przy okazji nie brakuje w nim humoru, szczególnie dzięki rozrywkowej postaci z Holandii. Przy okazji piękna reklama krajobrazu Hiszpanii, znakomicie wypadł szlak pielgrzymki w oczach kamery. Niby film niczym nie zaskakuje, ale nie o to w tym chodzi.
Ode mnie 9/10.
.

Awatar użytkownika
zu7
Posty: 1887
Rejestracja: wt 25 mar, 2008 21:21

Post autor: zu7 » pt 09 lis, 2012 02:20

Casino Royale i Quantum of Solace
Czas nadrobić zaległości :grin: Nie obejrzałem żadnego Bonda z Brosnanem bo nie podobała mi się jego gęba i w ogóle uważałem że nie nadaje się do roli. Zaciekawił mnie jednak Craig jako Bond. Mając w pamięci starsze Bondy z ciekawością i niepokojem zasiadłem do oglądania.
Jak się można było spodziewać czasy się zmieniły w porównaniu do klasyków z Moorem i Connerym. Ale też pierwsze sceny Casino Royale wyraźnie sugerują że mamy do czynienia z nowym, innym Bondem. Uważam że to było dobre podejście. Owszem stare klasyczne Bondy są świetne ale też powstały w innej epoce. Dzisiejsze czasy są dużo bardziej brutalne i pragmatyczne, niewiele zostało z dawnego romantyzmu w stylu "zmieńmy świat na lepsze". Kto o tym dzisiaj myśli? Tylko tacy oldschoolowcy jak ja :razz: Dzisiaj nie myśli się co zmienić ale jak przeżyć. I takie są Bondy z Craigiem. Casino Royale zaskoczył mnie także ilością dość nachalnie promowanych produktów: samochody, zegarki telefony i pewnie inne rzeczy. Może w Bondach z Brosnanem było podobnie. Nie wiem.
Casino Royale jest ciekawą mieszanką starego i nowego. Ze starych rzeczy mamy np. pewną dozę romantyzmu, klasyczne zabawy w pokera, fajne samochody, fajne scenerie różnych krajów i miast, ten cały blichtr bogatszych sfer, no i trochę Bondowego luzu - "ostatnia ręka (kart) omal mnie nie zabiła" :grin: Jednak większość rzeczy jest nowa, inna (nie wiem jak było z Brosnanem). Bond np. nie zalicza przypadkowych lasek. Nie wyrywa laski wroga. Zabawna jest scena w Casino Royale kiedy zamiast przystąpić do (szpiegowskiej) akcji z rana to rusza natychmiast zostawiając biedną dziewczynę samą z szampanem. Takie czasy - robota w nadgodzinach :smile: Craig także nie wygrywa już w pokera gładko z uśmiechem na ustach - musi także przełknąć gorycz porażki. Bo też Bond jest już inny. Dawny Bond to był przystojniak z dobrego domu, oczytany i dowcipny i bezbłędny. Nowy popełnia błędy, arogancją próbuje nadrobić braki w obyciu. Fajna jest rozmowa tej całej Vesper z Bondem w pociągu. Nijako przedstawienie nowych bohaterów. Bond, agent można rzec z ludu nienajlepiej pasujący do garnituru i jego partnerka: urzędniczka bankowa, kontrolująca wydatki. Nowy Bond musi się ostro nabiegać. Trochę śmieszna jest ta wprowadzająca scena pościgu w Casino Royale rodem z Jackie Chana.
Przeciwnik Bonda też jest inny. Niby w starym stylu tak sądząc po gębie ale jednak inny. Też ma finansowe problemy :smile: Nie jest wszechmocny. Przeciwnie, naciskany ostro by oddać dług chwyta się brudnych gierek. Takie czasy :sad: W starej serii Bond jest zwykle chwytany przez swojego przeciwnika i przetrzymywany w cywilizowanych warunkach. Teraz trafia na dzień dobry na krzesło bez siedzenia i jest naparzany po jajach. W dodatku Bond trafia tam po krótkim i nieudanym pościgu fajną bryką. Zamiast z piskiem opon efektownie poszaleć p krętej górskiej trasie to zalicza efektowne dachowanie. Nie jest łatwo. Z gadżetami też jest problem. Przydają się jedynie do desperackiej akcji uratowania swojego życia. No i nowy Bond musi łazić zaczipowany. Jak samochód w firmie transportowej :smile: To może tłumaczy niechęć Bonda do zaliczania lasek. Kamery, podsłuchy, czipy - kompletny brak prywatności :wink:
No i w końcu nowy Bond zakochuje się. Rzecz nie do pomyślenia w przypadku Moora czy Connerego. I nawet to nie wypala. Niby Bond swój urok ma. Ale jak się okazuje nie przeszkadza to jego lasce kombinować za plecami.
Ciężko się żyje w nowym Bondzie. Nawet przestępcom. Którym do skóry dobierają się jakieś prymitywne czarnuchy z Afryki. A nawet stroją sobie żarty: "Lepiej znajdź sobie nowego chłopaka" :neutral:
Te i inne podobne rzeczy sprawiają że Casino Royale ma swój klimat. Już nie ten klasyczny ale jak dla mnie ok. Podoba mi się ten znak nowych czasów.

O Quantum of Solace napiszę parę słów później.
To dobrze że ludzie nie rozumieją naszego systemu monetarno bankowego. Bo jeśliby zrozumieli to mielibyśmy rewolucję jeszcze tej nocy - H. Ford

Awatar użytkownika
zu7
Posty: 1887
Rejestracja: wt 25 mar, 2008 21:21

Post autor: zu7 » pt 09 lis, 2012 20:52

Casino Royale oceniłbym na jakieś 7/10

Quantum of Solace to kontynuacja i mocny krok naprzód nowego Bonda. Sprawy komplikują się. Stary Bond powoli schodzi ze sceny zastępowany nowym. Nie ma w Quantum of Solace miejsca na dowcipy, subtelne podchody i gierki. Stawka staje się zbyt wysoka, gracze zbyt potężni i pozbawieni poczucia humoru. Quantum of Solace przypadło mi do gustu. Kolorowa draperia wyidealizowanego, romantycznego świata szpiegowskich gier opada. Scenarzyści i reżyserzy zmęczyli się starą konwencją? Czas na małą dawkę realizmu? Nie wiem. W każdym razie sprawa jest oczywista. Wielki Złoczyńca nie da rady w samotności, z dala od wszelkich służb specjalnych zbudować swojego przestępczego imperium. Dość już Bonda całkiem oderwanego od rzeczywistości. Le Chiffre był tylko pionkiem. Co można było już wywnioskować w Casino Royale. Był członkiem większej organizacji, która ochraniała jego działania. Potężna organizacja nie działa obok naszego świata. Jak stwierdza szefu White "Pierwszą rzeczą jaką powinniście wiedzieć to to że mamy swoich ludzi wszędzie". Dodatkowo nabijając się z domniemanej niewiedzy MI6 i CIA. Dalszy tok wydarzeń jest zdecydowanie zaskakujący jak na klasycznego Bonda. Ale trzyma się kupy w stosunku do nowego. Ta potężna organizacja mniej lub bardziej otwarcie współpracuje z kim się da. "CIA ma gdzieś nowego dyktatora jeśli tylko dostanie swoją działkę".
Pamiętam jak tu kiedyś przytoczyłem Bonda z bodajże 1971r. który pokazywał kręcenie w studio misji Apollo. To musiało być z lekka szokujące dla ówczesnej widowni. Czy dzisiaj dziwne układy CIA szokują? Wątpię. Każdy o tym myśli lecz udaje że to dla jego dobra :???: Na szczęście przestępcy w Quantum of Solace nic nie udają. CIA też nie.
Gdzieś w sieci jest video i tekst gościa, który pracował w stylu Greene. W ramach CIA. W Ameryce Łacińskiej. Wynurzenia zatytułowane w stylu "Byłem cynglem banków" czy coś takiego. Gościu opisywał jak organizował przewroty w Ameryce tylko i wyłącznie w celu uzyskania profitów dla amerykańskich banków i korporacji. Świetnie pasuje do tego filmu. Nie zdziwiłbym się gdyby fabuła Quantum of Solace była tym zainspirowana.
Tak więc Bond ma ciężko. CIA chce go odsunąć. A właściwie zlikwidować. Sytuacja więc rozwija się ciekawie jak na w sumie zwykle poprawnie polityczną bajkę. MI6 i Ma'am chce dobrze ale jak ją uświadamia szyszka z rządu: "Nasze interesy pokrywają się" , powiedzmy że ma Pani rację ale "z kim mielibyśmy handlować gdyby nie oni (ta organizacja)?". Naprawdę sytuacja robi się mało poprawnie polityczna. Na tyle że Bond musi działać samodzielnie. Przeciw służbom. Co jest chyba mu się nie zdarzyło w poprzednich 21 odcinkach :smile: Coraz mniej Bonda w Bondzie. Sytuacji nie ratują fajne laski. Z taką jedną rudą zdaje się nawet przespał ale nie kończy się to dla niej dobrze :sad:
Sprawy komplikują się. Okazuje się że właściwie między rządem a Quantum to niewielka różnica. Bond: "Jestem pod wrażeniem jak wy chłopcy (z CIA) ukształtowaliście ten kraj" Felix: "To brzmi jak komplement zważywszy że jesteś Brytolem" :wink: Granice zacierają się. Bond do Felixa "Jesteś pewien że grasz po właściwej stronie?" Felix wie z kim gra. Podoba mu się czy nie, wyjścia nie ma.
Na szczęście Bond znajduje wyjście (chwilowe) i z fajną laską jakoś dają radę. Oni dali. A my? Nie będąc (super)bohaterem zostaje nam chyba tylko rola Felixa.
Quantum of Solace jedzie jak na mój gust po bandzie. To nie jest prawdziwy Bond. A może prawdziwy? Tylko już nie taki klasyczny, milusi w świecie z TV. Nie bawiący się w intelektualne gierki ale prymitywnie bez fałszywych niuansów oceniający za czym ma się opowiedzieć.
W Quantum of Solace nie ma gadżetów, sportowych samochodów i fałszywego romantyzmu. Jest wielka gra, w której jesteś tylko pionkiem. Gra w której mówią tobie o zasobach naturalnych i ekologii, naturze przy czym jedno ukrywają a drugie niszczą.
Quantum of Solace to faktycznie już zupełnie nowy Bond. Ale też chyba na dobre wyszło zerwanie z konwencją i wejście na inne tory. Mnie się to podoba. Mimo wszystko zostało jeszcze trochę klasyki. Np. sceny podczas opery "Tosca". Chyba najlepszy fragment filmu. Tak jak w przypadku tytułowej bohaterki napierająca na ciebie rzeczywistość może doprowadzić do ześwirowania. Trzeba to tylko umieć wykorzystać.

Quantum of Solace 8/10
To dobrze że ludzie nie rozumieją naszego systemu monetarno bankowego. Bo jeśliby zrozumieli to mielibyśmy rewolucję jeszcze tej nocy - H. Ford

Awatar użytkownika
lc1
Posty: 307
Rejestracja: śr 09 lut, 2011 12:07
Lokalizacja: Kraków

Post autor: lc1 » pt 09 lis, 2012 23:47

Jako, że jestem fanem serii o Bondzie i uważam, że gęba Brosnana bardzo dobrze pasuje do tej roli, postanowiłem dodać swoje trzy grosze.

Casino Royale
Wybór Craiga jako odtwórcy roli agenta Jej Królewskiej Mości, był dla mnie jak i innych fanów dość kontrowersyjny, dlatego też długo zwlekałem oglądnięciem tego filmu, ale w końcu jako szanujący się Bondomaniak musiałem się z tym zmierzyć.
Po filmie byłem bardzo miło zaskoczony, Bond co prawda nie jest taki jak dawniej, częściej używa siły, ale film zachowuje Bondowski klimat (możliwe, że tylko dlatego, że gra w pokera i większość filmu spędza w kasynie)
Ciągle jednak brakowało typowego dla Bonda humoru, gadżetów itp. Wiem, że jest to ilm sensacyjny, a nie komedia to jednak bez tego Casino Royale jest filmem sensacyjnym jakich wiele i brakuje mi tu tej Bondowskiej oryginalności.

7/10

007 Quantum of Solace
Film po którym całkowicie się załamałem (głownie przez tą migająca akcję)
Ta część dużo straciła na strajku scenarzystów, scenariusz do tego filmu pisał reżyser i Craig.

Co do QoS mam bardzo mieszane uczucia. Oglądając go widziałem więcej Bonda w Bondzie, ale to nadal nie do końca to... Zacznę prawię od początku, czyli od tzw. napisów początkowych. Nowa piosenka nie jest zła i nawet wpada w ucho, ale nie może równać się z poprzednią. W openingu pojawiają się kształty kobiet, których tak mi brakowało w CR, ale cała reszta wypada jakoś kiepsko graficznie.
Bardzo ucieszył mnie normalny gunbarell tylko nie wiem dlaczego umieścili go na końcu całego filmu.
W kilku momentach można usłyszeć przerobioną, ale rozpoznawalną typowo bondowską muzyczkę, której w oryginale możemy wysłuchać w napisach końcowych. To mi się bardzo podobało.
Akcja w tym filmie jest wszechobecna. Do tego stopnia, że film zdaje się być raczej grą komputerową typu „strzelanka”. Dialogi popychające fabułę naprzód zostały ograniczone do takiego minimum jakiego jeszcze nigdy w Bondzie (a nie wiem czy i w innych filmach) nie było. Nasz bohater bez przerwy biega, pływa, jeździ i strzela, a wszystko wokół niego wybucha. Krytycy DAD czy wcześniej TND jako filmów, przeładowanych akcją po QoS muszą zamilknąć (albo stwierdzić, że QoS jest pod tym względem sto razy gorsze). W najnowszym odcinku przygód 007 akcję mamy od pierwszych sekund filmu. Najpierw obserwujemy pościg samochodowy tunelem pod Alpami. Jest to jedna z największych zmarnowanych w tym filmie okazji, by zrobić coś interesującego i zapadającego w pamięć. Sceneria pościgu jest bowiem bardzo atrakcyjna – śródziemnomorski krajobraz, wąski kamienny tunel, Bond w swoim Aston Martinie. Cóż z tego, skoro na ekranie nic nie widać?! Być może komuś odpowiada montaż rodem z teledysku – błyskawicznie przeskakujące ujęcia z wszystkich możliwych stron, wszystkie na piekielnym zbliżeniu. Mnie zdecydowanie nie odpowiada. Na niczym nie da się skupić choćby przez chwilę uwagi i nic tak naprawdę nie widać: kto co robi, gdzie jedzie, gdzie skręca i strzela. Tylko kalejdoskop wirujących strzępków obrazów i kakafonia zmieniających się w tym samym tempie dźwięków: ryku silników i bębnienia wystrzałów broni maszynowej (z której ścigający Bonda ładują na oślep w ogóle nie przejmując się tym, że droga jest pełna innych pojazdów). Dalej mamy pościg po dachach w Sienie. Kolejna zmarnowana okazja. Wyścig Palio, który przez kilka sekund nam miga to czysta egzotyka, specjalność tego jednego włoskiego miasta. Czemu nie wykorzystać go bardziej, nie pokazać więcej? Zamiast tego dostajemy Bonda i uciekającego przed nim agenta organizacji Quantum skaczących po sieńskich dachach niczym bohaterowie Matrixa, strącających komputerowo wygenerowane dachówki i tłukących wielkie ilości komputerowo wygenerowanego szkła. Wszystko kończy się konfrontacją na linach po spadnięciu do pomieszczenia z rusztowaniami. Tu do naszego festiwalu efektów dołączają jeszcze komputerowo wygenerowane deski. Oglądanie tej sekwencji to był dla mnie prawdziwy ból. Atrakcyjność Bonda zawsze polegała na tym, że wszystko co się tylko dało robiono tam naprawdę. Naprawdę koziołkowano samochodem przez rzekę (TMWTGG), naprawdę skakano na nartach z urwiska (TSWLM), naprawdę walczono w powietrzu podczas swobodnego spadku (MR) itd. itd. Teraz takie podejście zostało zupełnie zarzucone. Efekty komputerowe (CGI) są w QoS obecne na każdym kroku, nie tylko w opisanej wyżej scenie. Ktoś powie, że technika zrobiła krok naprzód i trzeba za nią podążać. Być może, ale nawet we współczesnych wielkich filmach akcji (np. Szklana pułapka 4) takich efektów używa się raz, dwa razy, dla nakręcenie najbardziej spektakularnych scen. Nie zaś przy kręceniu niemal wszystkich! Jedyny pozytyw jest taki, że QoS powinno definitywnie zamknąć dyskusję o realizmie w filmach Craiga. Po tych matriksowych podskokach nikt już chyba nie powie, że nowy Bond jest bardziej realistyczny od poprzednich. O reszcie scen akcji nie będę pisać osobno, bo nawet ich wszystkich nie pamiętam. Ten ich natłok sprawił, że wkrótce miałem dosyć, przestały mnie obchodzić i, paradoksalnie, film, w którym ciągle się coś dzieje szybko stał się nudny.

Duży w tym udział miała także fabuła, na zajęcie się którą właśnie przyszedł czas. Chociaż po prawdzie to nie za bardzo jest czym się zajmować, bo właściwie to ona nie istnieje. Niewiele wiadomo o co w tym filmie chodzi, a to co wiadomo jest absurdalne. Czy naprawdę zajmuje was historia jakiegoś stukniętego biznesmena-ekologa, który chce ukraść całą wodę z Boliwii i sprzedawać ją drożej nowemu boliwijskiemu rządowi, który sam zainstaluje? Mnie nie zajmuje w najmniejszym stopniu. Widać, że scenarzyści po prostu nie mieli żadnego pomysłu na ten film i gdy zabrakło bazowego materiału od Fleminga – który spartaczyli w CR – wyszedł jeszcze gorszy chłam. O lukach i brakach w logice tego scenariusza nawet nie chce mi się rozwodzić. Kto widział film ten wie, a kto jeszcze nie widział być może nie zwróci uwagi i mniej się będzie przez to denerwował.

Wreszcie postaci. Daniel Craig jest po prostu Danielem Craigiem. W porównaniu z CR zwiększył ilość swoich środków aktorskiego wyrazu – do miny „smutno-wściekły Bond” dodał jeszcze minę „sztucznie uśmiechnięty Bond”. I to, zupełnie serio, trzeba zapisać na plus. Nawet pojawiło się kilka nielicznych kwestii, które już prawie, prawie przypominały bondowskie dowcipy. Poza tym Bond w tym filmie to po prostu maszyna do zabijania, bohater „gry strzelanki”. Niemal od pierwszych sekund umorusany we własnej i cudzej krwi jak detektyw Maclean ze Szklanych Pułapek, wykonuje swoją misję z wdziękiem i intelektem Terminatora oraz ze smutną zawziętością a’la John Rambo. Wtrynione w ten festiwal rozwalania wszystkiego i wszystkich bez różnicy sceny mające ukazywać rozdarte wnętrze Bonda wypadały tak sztucznie i tak nie na miejscu, że można było tylko się uśmiechnąć. Zresztą wiadomo było, że nic z nich nie wyniknie oprócz pretekstu do dalszego strzelania. Ile to wszystko ma wspólnego z Bondem, tym z dawnych filmów czy z książek? Jak dla mnie niewiele.
Dominic Grenee to przeciwnik mało charakterystyczny i bez charyzmy. Jeśli producenci chcieli pokazać kogoś kto wzbudza strach mimo, że nie ma żadnych zewnętrznych deformacji – samą swoją bezwzględnością powinni jeszcze raz obejrzeć Licencję na Zabijanie i przyjrzeć się postaci Sancheza. Tam im się powiodło, w QoS nie. Dziewczyny Bonda obie były bardzo ładne i obie nie zostały dostatecznie wykorzystane. Fields okazała się po prostu ofiarną owcą do zarżnięcia, bez żadnego znaczenia dla fabuły (a chyba szkoda jej tylko na to), natomiast Camille, choć w teorii ma kluczowe znaczenie, pozostała postacią z papieru. Nie rozwinięto i nie pokazano jej charakteru. W dodatku do czego to doszło, żeby w filmie o Bondzie nie było sceny miłosnej z prawdziwego zdarzenia? Ta pomiędzy Bondem a Fields to czyste kpiny (chcą móc pokazywać ten film 3-latkom, czy co?), a z Camille Bond tylko się całuje,
a i to niezbyt namiętnie.

Jaki więc jest finalny werdykt? QoS bardziej przypomina mieszankę gry komputerowej z teledyskiem (obu raczej nudnych), niczym się nie wyróżnia, nic nie jest w nim oryginalne i godne zapamiętania, za to wciąż brakuje tradycyjnych elementów bonowskiej formuły. Jest to bardzo przeciętny film akcji, na który nikt nie zwróciłby uwagi gdyby nie logo 007. Na co wydano te 260 milionów dolarów budżetu?

5/10
McLaren Mercedes

Awatar użytkownika
lg2000
Posty: 1842
Rejestracja: pn 02 lip, 2007 10:25
Lokalizacja: EPML

Post autor: lg2000 » sob 10 lis, 2012 00:39

W PRL-u Bond był zakazany więc może na zasadzie przekory oglądnąłem wszystkie filmy i nadal oglądam. :P Oglądnąłem sobie też ostatnio film TopGear o samochodach Bonda i przypomniałem sobie że w przeszłości też było kilka filmów bardzo fajnych (i kilka bardzo cienkich. :mad: )
Z fajnych z Seanem Connery to na pewno "Żyje się tylko dwa razy" ("You Only Live Twice")
Z Rogerem Moore "Szpieg który mnie kochał" ("Spy Who Loved Me") jest świetny.
Bond z Pierce Brosnanem był z coraz to bardziej nudny (powtarzalny) więc jakbym coś wybierał to "GoldenEye"
Najlepsze Bondy z Craigiem to "Casino Royale" i "Skyfall".
By the grace of God Almighty
And the pressures of the marketplace
The human race has civilized itself
It's a miracle

Awatar użytkownika
lc1
Posty: 307
Rejestracja: śr 09 lut, 2011 12:07
Lokalizacja: Kraków

Post autor: lc1 » sob 10 lis, 2012 13:46

"Szpieg który mnie kochał" jest chyba najlepszym filmem w tej serii. Posiada wszystkie potrzebne elementy zmieszane w idealnych wręcz proporcjach: wciągającą fabułę, wartką akcję, niesamowite popisy kaskaderskie (skok z urwiska!), wspaniałe plenery, pełno humoru i świetnych dialogów, Lotusa zmieniającego się w łódź podwodną, Buźkę, Barbarę Bach - jedną z bardziej pamiętnych Bond girls i Sir Rogera w najwyższej formie.

Co do bondów Brosnana to wg. mnie wszystkie są bardzo dobre, ale Goldeneye zdecydowanie najlepsze.
Jutro nie umiera nigdy to dobry film, ale jedna czegoś mu brakowało.

Świat to za mało, jest jednym z najlepszych filmów z serii, typowo szpiegowska fabuła (przez co dla niektórych film może wydawać się nudny) oraz świetny przeciwnik Bonda.

Śmierć nadejdzie jutro, film jubileuszowy (20), więc zrobiony z rozmachem. Świetna akcja od pierwszych minut, nie akcja w stylu mordobicia jak w QoS, ale typowo Bondowska, pościg poduszkowców, walka na miecze itp. Film ogląda się bardzo dobrze, ale jego największą bolączką są gadżety, a zwłaszcza jeden, niewidzialny Aston Martin, trochę też zawalili z ucieczką Bonda przed tym promienie, bardzo sztucznie to wygląda, gdyby nie to myślę, że mógłby to być jeden z najlepszych Bondów w historii.
McLaren Mercedes

Awatar użytkownika
Angulo
Posty: 173
Rejestracja: pt 29 sie, 2008 17:32
Lokalizacja: Gołkowice (Śląskie)

Post autor: Angulo » sob 10 lis, 2012 16:24

W dodatku do czego to doszło, żeby w filmie o Bondzie nie było sceny miłosnej z prawdziwego zdarzenia? Ta pomiędzy Bondem a Fields to czyste kpiny (chcą móc pokazywać ten film 3-latkom, czy co?), a z Camille Bond tylko się całuje,
a i to niezbyt namiętnie.
Dla mnie to akurat zmiana na plus. Sceny miłosne w Bondzie były IMO w większości przypadków niepotrzebne i wciskane na siłę, co nie oznacza, że dziewczyny mi sie nie podobały.
Najlepsza scena to ta z Casino Royale, kiedy Craig po zamówieniu wina zostawia partnerkę samą - :twisted:
Co do bondów Brosnana to wg. mnie wszystkie są bardzo dobre, ale Goldeneye zdecydowanie najlepsze.
Zgadzam się.
Świat to za mało, jest jednym z najlepszych filmów z serii, typowo szpiegowska fabuła (przez co dla niektórych film może wydawać się nudny) oraz świetny przeciwnik Bonda.
O Matko i córko - jak dla mnie to jest najgorszy Bond z wszystkich (a widziałem wszystkie), z trudem go w ogóle obejrzałem w całości, podobnie z Jutro nie umiera nigdy, ale to pewnie dlatego, że jakoś nie lubiłem Brosnana i zmianę na Craiga od początku odebrałem pozytywnie. :razz:

Awatar użytkownika
zu7
Posty: 1887
Rejestracja: wt 25 mar, 2008 21:21

Post autor: zu7 » ndz 11 lis, 2012 18:42

W sumie z wieloma rzeczami, które opisałeś lc1 to się zgadzam. Migawkowy montaż i komputerowe efekty to faktycznie kiszka. Zawsze mam wrażenie że takim montażem pokrywa się braki techniki, warsztatu filmowego. Czy też może po prostu oszczędza się na pieniądzach bo te migawki ułatwiają ukrycie niedociągnięć.
Nie widzę jednak wielkiego problemu w samej historii, nadmiarze akcji. Taki nowy styl Bonda. I nowy Bond. Prymitywniejszy jak wspominałem. Brak dialogów jest nawet fajny - po co na nie tracić czas? :wink: A bardziej na serio to dialogi mają sens w przypadku intelektualistów z Connerym czy Moorem. Oraz takich tamtejszych czasów. Dzisiaj tego się unika a Craig ma inne mocne punkty :razz: Wystarczą dialogi krótkie ale treściwe :smile:
Jeśli chodzi o wątek filmowy to w sumie zawsze był dość umowny. W starych Bondach służył jako tło szpiegowskiej gry, prowadzonej często z dowcipem, w wyższych sferach. Z fajnymi brykami i ładnymi ale stosunkowo bezwyrazowymi laskami. W nowym Bondzie jest inaczej, pozmieniano akcenty. Mi się to podoba. Stary Bond chyba się trochę zużył. Czas na urozmaicenie.
Chociaż ja to nie oglądam zbytnio dzisiejszych filmów akcji (migawki mnie odrzucają :grin: ) więc mogę nie być uprzedzony, zmęczony takim akcjowym Bondem.
A co do Brosnana to według mnie jednak gostek bez właściwej charyzmy i wyrazu. Choć świetnie wypadł według mnie w "Krawcu z Panamy". Rodzaju pastiszu Bonda. Bo też Brosnan jest dla mnie taki pastiszowy.
To dobrze że ludzie nie rozumieją naszego systemu monetarno bankowego. Bo jeśliby zrozumieli to mielibyśmy rewolucję jeszcze tej nocy - H. Ford

Awatar użytkownika
del
Posty: 2343
Rejestracja: sob 13 maja, 2006 00:02
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: del » sob 17 lis, 2012 13:33

Angulo pisze:ale niektórzy moga być zszokowani zakończeniem.
Ale w którym miejscu :/ Od początku zanosiło się na to, jak to się musi skończyć, aktorów też trzeba czasem wymieniać :D

Stwierdziłem, że jeszcze nie widziałem bonda w kinie jeszcze nigdy, to pójde, zobacze, bo ludzie się zachwycają.
Już od początku film zaczyna sie akcjami "przecież tak się nie da" a.k.a bajka dla grzecznych dzieci. W połowie filmu przestałem już liczyć takie akcje. Ja rozumiem lekkie naciąganie faktów i praw fizyki, ale jak dla mnie tu to grube przegięcie :P

Sama fabuła - jak dla mnie oklepana ze wszystkich stron - zły mszczący się na starej szefowej, nie zabije jej tylko "podkłada jej świnie", żeby spotkać się z nią na samym końcu. Szef, który na początku jest tym złym nie rozumiejącym, potem okazuje się tym "dobrym", pomocnym. Bandyta chce być złapany, bo to część jego planu. Jazda na motorach po dachach. Gonitwa po pociągu, tunele. Doprowadzenie bandyty na odludzie i obrona posiadłości przed nim. Walka 1 na 1, punkt krytyczny i przełamanie. To wszystko gdzieś już było. Dlatego film mnie nie zachwycił. Co prawda nie uważam, że jest to bardzo zła produkcja, widać że zadbana pod względem technicznym, ale mnie nie porwała. Dlatego z przyjemnością wrócę do "starszych" Bondów.
Zwyciężają tylko tacy, którzy nie tracą wiary.

Awatar użytkownika
szamanka
Posty: 1236
Rejestracja: sob 09 sie, 2008 22:23
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: szamanka » sob 17 lis, 2012 21:48

A dla mnie Craig jest zwyczajnie brzydki i nie łykam tego że leci na niego tyle fajnych lasek. Wg mnie image Bonda powinien trochę zobowiązywać, a ten facet po prostu tu nie pasuje.

Awatar użytkownika
hideto
Posty: 10740
Rejestracja: czw 15 cze, 2006 17:57
Kontakt:

Post autor: hideto » sob 17 lis, 2012 22:01

Brosnan też nie pasował. Najbardziej 'angielski' był Moore.
"Człowiek, który zgadza się ze wszystkimi, nie zasługuje na to, by ktokolwiek się z nim zgadzał." - Winston Churchill

ODPOWIEDZ

Wróć do „Hyde Park”